Sprawa była kilka miesięcy temu dość głośna więc przypomnę ją jedynie w skrócie. Otóż Sąd Najwyższy w postanowieniu z 26 lipca 2007r (sygn. akt: IV KK 174/2007) stwierdził, że „w świetle przepisów prawa prasowego bezspornym jest, że prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości a ukazują się nie rzadziej niż raz w roku (art. 7 ust 1 pkt.1 prawa prasowego). Jednoznaczny jest także przepis ustawy, że dziennikiem jest ogólno informacyjny druk periodyczny lub przekaz za pomocą dźwięku oraz dźwięku i obrazu ukazujący się częściej niż raz w tygodniu (art. 7 ust.2 pkt.2 prawa prasowego) oraz to, że podobna zasada dotyczy czasopism (art. 7 ust. 2 pkt.3 prawa prasowego). Ustawodawca wyraźnie i jednoznacznie stwierdza, że prasą są zarówno dzienniki i czasopisma jak i wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania (…) upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania. W tej sytuacji jest rzeczą bezsporną, że dzienniki i czasopisma przez to że ukazują się w formie przekazu Internetowego nie tracą znamion tytułu prasowego, i to zarówno wówczas gdy przekaz internetowy towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, drukowanemu, stanowiąc inną, elektroniczną jego postać w systemie on line jak i wówczas gdy przekaz istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie, ale ukazuje się tylko periodycznie spełniając wymogi, o których mowa w art. 7 ust. 2 prawa prasowego (…) należy stwierdzić, że osoba rozpowszechniająca bez rejestracji w właściwym sądzie okręgowym dziennik bądź czasopismo za pośrednictwem Internetu zarówno wówczas, gdy przekaz taki towarzyszy przekazowi utrwalonemu na papierze, stanowiąc inną elektroniczną jego postać, jak i wówczas, gdy istnieje tylko w formie elektronicznej w Internecie wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 45 ustawy Prawo – prasowe”.
Powyższy pogląd Sądu Najwyższego nie stanowi jakiegoś wielkiego novum. Już wcześniej w orzecznictwie wskazywano, że pojęciom „dziennik” i „czasopismo” odpowiada wiele stron internetowych, które na pierwszy rzut oka nie mają wiele wspólnego z prasą. Nawet strona internetowa o rybkach akwariowych może zostać przez sąd uznana za czasopismo. Prowadzenie jej bez rejestracji jest więc karalne (wyrok Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie z roku 2005, I ACa 277/2005, Lex Polonica Maxima nr 1275504. omówienie: Rzeczpospolita 2007/72 str. C1).
W związku z cytowanym orzeczeniem Sądu Najwyższego pojawiły się głosy krytykujące powszechny obowiązek rejestracji stron internetowych. Z przykładowymi opiniami krytycznymi można zapoznać się tutaj oraz tutaj. Moim zdaniem krytyka ta jest zasadna a samo orzeczenie Sądu Najwyższego - błędne. Jednakże – wyłącznie w celu uniknięcia ewentualnej odpowiedzialności karnej – poszedłem za przykładem Olgierda Rudaka oraz Tomasza Waszczyńskiego. Innymi słowy: złożyłem w Sądzie Okręgowym wniosek o rejestrację swojego bloga jako czasopisma internetowego. Kosztowało to 40 złotych (opłata sądowa) ale chyba było warto
. Zgodnie z postanowieniem Sądu Okręgowego z dnia 11 stycznia 2008r mój blog został wpisany do rejestru dzienników i czasopism. Niesie to ze sobą co najmniej dwa skutki. Po pierwsze, można mnie śmiało nazywać redaktorem naczelnym. Po drugie, mam obecnie pewność, że nie wydaję czasopisma internetowego bez rejestracji a zatem nie popełniam przestępstwa, o którym mowa w art. 45 ustawy – Prawo prasowe.
Cała operacja nie zmienia jednak mojego poglądu, że blog nie stanowi dziennika / czasopisma w rozumieniu prawa prasowego i jego rejestracja nie jest konieczna. Zgadzam się więc całkowicie z tym co na ten temat pisał VaGla. Cała sprawa stanowi jedynie dowód na to, że dla świętego spokoju człowiek jest w stanie zrobić wiele
czwartek, 17 styczeń 2008 o 9:03 pm
Niech no ja tylko glosę opublikuję. Znaczy, niech mi ktoś ją wreszcie zrecenzuje. Znaczy, niech szefowa koła naukowego wreszcie pójdzie do tego kogoś o to poprosić.
To popamięta (?) mnie Sąd Najwyższy za to uzasadnienie. Bo pomieszał pojęcia dramatycznie
A jak będą chcieli pościgać dla ścigania, to paragraf się znajdzie. Na przykład za te wklejane na bloga tjubki – a może to jest rozpowszechnianie takie, jak to opisane w art. 116 p.a.?
czwartek, 17 styczeń 2008 o 9:16 pm
Dobra glosa nie jest zła
Liczę, że im tam zdrowo wygarniesz… A odnośnie tjubki: zawsze zostaje ostatnia deska ratunku, tj. art. 17 § 1 pkt. 3 k.p.k.
I to jest wszystko co mam do powiedzenia w tym temacie
czwartek, 17 styczeń 2008 o 9:40 pm
No, tym biedakom od szyciapoprzemysku by to chyba nie pomogło – tam były, jak sięgam pamięcią, rozważania o zasadzie zaufania, demokratycznym państwie prawnym i tego typu cudach (ale w kontekście zupełnie innym, bo dotyczącym stanu wiedzy oskarżonych w związku z wyrokiem SO w podobnej sprawie), ale 17.1.3 kpk czy też 1.2 kk nie powoływano…
A sąd rejonowy, który rozpatrywał sprawę Gazety Bytowskiej, o ile pamiętam umorzył warunkowo…czyli jego zdaniem społeczna szkodliwość nie jest znaczna. Tyle, że to niestety nie to samo
czwartek, 17 styczeń 2008 o 9:49 pm
Generalnie chodziło o wyrok SO oraz SA_w_ich_własnej_sprawie. Obie instancje oddaliły wniosek o rejestrację czasopisma – a mimo to ich oskarżono. Ciekawe, prawda?
czwartek, 17 styczeń 2008 o 9:59 pm
Mój kolega rzekłby: “Jakie to polskie…”
czwartek, 17 styczeń 2008 o 10:56 pm
Redaktorze Quake, a jak nazywa się Twój dziennik lub czasopisma
?
Trzeci plus jest też taki, że można wyrobić sobie legitymację dziennikarską i wkręcać się bezpłatnie na wszelkie imprezy i pokazy przedpremierowe
WyronS, czekam na glosę, nawet niezrecenzowaną
czwartek, 17 styczeń 2008 o 10:58 pm
W rubryce 3 wpisano: “Quake.Konkrety ogólne”
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:03 pm
Kiedyś nawet pisałem jakiś referat o prasie w kontekście reklamy.
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:06 pm
Coś w stylu: reklama w prasie dźwignią handlu?
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:11 pm
Moja pani doktor zrobiła ów doktorat z reklamy, trzeba się było wykazać znajomością tła
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:13 pm
Aaaaa, już wszystko jasne. Koniki wykładowcy są moimi ulubionymi tematami
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:23 pm
Ty się nie wyśmiewaj. Jak przyszło co do czego, jej przemyślenia były jedną z niewielu pozycji zbliżonych merytorycznie do mojej magisterki
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:29 pm
Fakt, przy pisaniu magisterki literatura to podstawa. A obecnie prawo reklamy to już naprawdę spora dziedzina. Znam ludzi, którzy siedzą praktycznie tylko w tym.
czwartek, 17 styczeń 2008 o 11:40 pm
Za mojego studiowania to była jeszcze młoda dziedzina, jeśli chodzi o refleksję intelektualno-ustrojową
piątek, 18 styczeń 2008 o 12:07 am
@foma
Wieść z frontu jest taka, że glosę dostarczono do Wysokiej Instancji. Jak instancja się nad nią poznęca, to zobaczymy
W wariancie optymistycznym powinna być dostępna w sieci, sooner or later.
piątek, 18 styczeń 2008 o 6:55 am
Moje gratulacje Panie Redaktorze Naczelny!
piątek, 18 styczeń 2008 o 11:26 am
Chyba pójdę za radą fomy i wyrobię sobie legitymację prasową
piątek, 18 styczeń 2008 o 12:21 pm
A gdy już przetrzesz drogę – napisz koniecznie, jak sobie administracja radzi z tym fenomenem.
Nie mówiąc o tym, że stała legitymacja prasowa to faktycznie lepsza rzecz, niż załatwianie akredytacji i innych takich… przez samego ‘ludzia’ czy jego zwierzchników…
piątek, 18 styczeń 2008 o 1:27 pm
Eh, jest tyle rzeczy wartych opisania. Tylko czasu brak
Temat chyba będzie musiał stanąć w kolejce…
sobota, 19 styczeń 2008 o 11:52 am
Szanowny Panie Redaktorze,
zapewne na świecie jest wiele rzeczy wartych opisania, ale prasa na poziomie nie pozostawia czytelników w połowie sprawy, nie informując, jaki okazał się efekt końcowy podjętych przez nią inicjatyw.
Tym samym zapowiedź odłożenia ad calendas Graecas relacji z projektu “legitymacja prasowa” zasługuje tylko na wstydliwe spuszczenie zasłony milczenia i nieprzyjmowanie tej deklaracji do wiadomości.
mimo wszystko z wyrazami szacunku
zasmucony czytelnik
sobota, 19 styczeń 2008 o 12:11 pm
@foma: OK, skoro temat cieszy się aż takim zainteresowaniem czuję się zobowiązany WKRÓTCE poinformować Czytelników o dalszm rozwoju wypadków. Jednocześnie apeluję o odrobinę cierpliwości