Podczas mojego urlopu ukazał się – z pewnym opóźnieniem – biuletyn ze słynnego posiedzenia Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich dotyczącego wyrażenia przez Sejm zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności posła Z. Ziobry (tekst tutaj). Atmosfera panująca podczas posiedzenia komisji spowodowała, że sama czynność odczytywania wniosku prokuratury o wyrażenie przez Sejm zgody na pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej została wyjątkowo skutecznie zagłuszona przez posłów. W biuletynie co chwilą pojawiają się przypisy typu: „hałas na sali”, „krzyki”, „wrzawa”, „hałas powstały z pomieszania wielu głosów”, „sala wrze”, itp. itd. Z wypowiedzi Prokuratora Krajowego Marka Staszaka wygłoszonej pod koniec posiedzenia Komisji można jednak zrekonstruować główne punkty opisywanego wniosku prokuratury.
Po pierwsze – zdaniem prokuratury – posłowi Z. Ziobrze należy postawić zarzut popełnienia przestępstwa z art. 231 § 1 w zbiegu z artykułem 266 § 2 k.k. i w zbiegu z art. 51 ustawy o ochronie danych osobowych. Moim skromnym zdaniem zarzut naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych jest w tym wypadku wysoce dyskusyjny: w postanowieniu z 21 listopada 2007r (IV KK 376/06) Sąd Najwyższy stwierdził jasno, że udostępnienie danych osobowych tylko jednej osobie nie wyczerpuje znamion omawianego przestępstwa (przepis mówi bowiem o udostępnieniu danych lub umożliwieniu do nich dostępu „osobom nieupoważnionym”).
Po drugie, w ocenie prokuratury, samo sporne zdarzenie wyglądało następująco: w okresie pomiędzy 29 grudnia 2005 roku, a 24 stycznia 2006 roku (dokładnej daty nie ustalono ale nie budzi wątpliwości prokuratury, że samo zdarzenie miało miejsce) do Ministerstwa Sprawiedliwości został wezwany telefonicznie prokurator Miłoszewski, który wówczas pracował w Wydziale do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Był on jednym z referentów tzw. śledztwa paliwowego. Został on zawezwany do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wraz z materiałami pochodzącymi z tego śledztwa. Po przyjeździe prokurator Miłoszewski przekazał te materiały ministrowi Ziobrze, który po ich obejrzeniu, zdecydował, że ma się z nim udać gdzieś poza ministerstwo, przy czym nie uzyskał informacji, dokąd mają jechać. W drodze – jak wynika z zeznań prokuratora Miłoszowskiego – obaj panowie na temat tego dokąd jadą nie komunikowali się, albowiem minister Ziobro cały czas rozmawiał przez telefon komórkowy. Podróż skończyła się pod siedzibą Prawa i Sprawiedliwości. Wówczas prokurator Miłoszewski został poinformowany, że te materiały minister Ziobro ma zamiar pokazać J.Kaczyńskiemu, tj. posłowi na Sejm, prezesowi partii i członkowi Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Po trzecie, prokurator krajowy Marek Staszak podkreślił, iż J. Kaczyński nie posiadał w owym czasie tzw. poświadczenia bezpieczeństwa, dającego mu dostęp do informacji niejawnych (na potwierdzenie tej okoliczność uzyskano pisemną informację z ABW). Co istotne: w ocenie prokuratury nawet gdyby poseł J. Kaczyński posiadał poświadczenie bezpieczeństwa, to ten fakt nie przesądzał jeszcze o możliwości udostępnienia mu akt postępowania karnego. Do udostępnienia akt konieczne jest bowiem istnienie związku między przedmiotem śledztwa a zakresem działania podmiotu, który ma uzyskać dostęp do akt. Prokurator Staszak stwierdził wprost: „myślę więc, że jest tu pewien mit wokół tych poświadczeń bezpieczeństwa. One dają co prawda prawo wglądu do informacji niejawnych, ale dają prawo do wglądu do informacji niejawnych tych, które są ze względu na wykonywany zawód, czy stanowisko, konieczne do przekazania takiej osobie. A więc – taka jest moja ocena – nawet, gdyby pan prezes Kaczyński posiadał takie poświadczenie, to też uznalibyśmy udostępnienie mu tych akt za nadużycie”.
Po czwarte, u podstaw wniosku o wyrażenie zgody na uchylenie immunitetu legła analiza ustawy o prokuraturze. W ocenie prokuratury Prokurator Generalny może wykonywać tylko te czynności procesowe, które są dla niego zastrzeżone, czy to w ustawie o prokuraturze, czy w kodeksie postępowania karnego (np. wnosi na przykład kasację w trybie nadzwyczajnym, art. 521 k.p.k.). Zatem uprawnienia Prokuratora Generalnego w zakresie czynności procesowych są enumeratywnie wyliczone. Rozpoznając opisywaną sprawę prokuratura musiała więc znaleźć odpowiedź na następujące pytanie: czy udostępnienie akt w postępowaniu przygotowawczym jakiejkolwiek osobie, to jest czynność procesowa, czy też nie? W ocenie prokuratura Staszaka nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Przepisy dotyczące udostępniania akt, a konkretnie art. 156 § 5 kodeksu postępowania karnego, znajduje się w rozdziale 17 (zatytułowanym „Przeglądanie akt i sporządzanie odpisów”). Ten rozdział, znajduje się natomiast w dziale IV kodeksu (zatytułowanym „Czynności Procesowe”). W rezultacie, zdaniem prokuratury, zarówno umieszczenie tego przepisu w odpowiednim dziale i w odpowiednim rozdziale kodeksu postępowania karnego, jak i merytoryczna treść tego przepisu, stanowi ewidentnie o tym, że udostępnienie akt na podstawie art. 156 § 5 Kodeksu postępowania karnego jest czynnością procesową. Z twierdzenia tego wynika zaś zdaniem prokuratury, że Prokurator Generalny nie miał prawa wydać prokuratorowi polecenia udostępnienia akt osobie trzeciej. Dzieje się tak ponieważ art. 10 ustawy o prokuraturze mówi wprost, że zarządzenia, polecenia i wytyczne Prokuratora Generalnego nie mogą dotyczyć treści czynności procesowych.
Po piąte, w ocenie prokuratury art. 156 § 5 Kodeksu postępowania karnego daje możliwość udostępniania akt osobie trzeciej, tj. osobie niebędącej stroną postępowania tylko wówczas, jeżeli istnieje jakiś interes publiczny, bądź przede wszystkim interes postępowania, który by nakazywał tej osobie akta udostępnić. Prokurator Staszak podkreślił, że nie wpłynął żaden wniosek od posła Jarosława Kaczyńskiego, choćby ustny, który by mówił o tym, że chciałby zobaczyć te akta z jakiegoś konkretnego powodu. Nie było więc żadnej możliwości oceny, czy istnieje interes publiczny przemawiający za tym, żeby poseł Jarosław Kaczyński te akta oglądał. Warto w tym miejscu wskazać, ż prokuratura sprawdziła również, czym zajmowała się Rada Bezpieczeństwa Narodowego w tym okresie, kiedy doszło do udostępnienia tych akt. Z ustaleń prokuratury wynika, że miała ona swoje inauguracyjne posiedzenie. Dotyczyło ono kwestii energetycznych, ale jedynie w kontekście legislacyjnym i w kontekście budowy gazoportu. Jej posiedzenie nie dotyczyło zaś przestępstw lub patologii, które byłyby związane z energetyką.
Jak więc widać lektura biuletynu z posiedzenia Komisji pozwala w miarę dokładnie poznać treść wniosku prokuratury. I żadna odmowna decyzja tego nie jest w stanie zmienić.