Archive for Grudzień 2007

Spór kompetencyjny

piątek, 28 Grudzień 2007

W przedświątecznej gorączce w mediach bez echa przeszła wiadomość bardzo istotna z punktu widzenia zasady trójpodziału i równowagi władz. Otóż Krajowa Rada Sądownictwa zwróciła się do Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego i Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego o wystąpienie na podstawie art. 192 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego pomiędzy Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej a Krajową Radą Sądownictwa.

Cała sprawa ma oczywiście swoją dość długą historię. Otóż w myśl art. 179 Konstytucji sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Podobne rozwiązanie istniało również na gruncie poprzedniego stanu prawnego. Dotychczasowa praktyka była taka, iż Prezydent zawsze powoływał na sędziów osoby zgłoszone przez KRS. W mediach wskazuje się wręcz iż „odkąd po 1989 r. powołano w Polsce urząd prezydenta, nigdy nie zdarzyło się, by kandydaci zostali przez niego odrzuceni”.

Dotychczasowa praktyka uległa zmianie wraz z otrzymaniem przez KRS pisma (nie jest to ani decyzja administracyjna ani postanowienie) z dnia 31 lipca 2007r, w którym Kancelaria Prezydenta (nawet nie sam Prezydent) informuje, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie skorzystał z prerogatywy w zakresie powołania do pełnienia urzędu na stanowisku sędziego dziewięciu osób. Takie podejście Prezydenta do sprawy powołania sędziów wywołało oczywiście prawdziwą burzę w środkach masowego przekazu jak i wśród prawników. Warto odnotować, iż opisywana sprawa została objęta programem spraw precedensowych prowadzonym przez Helińską Fundację Praw Człowieka.

W imieniu niepowołanych sędziów i asesorów do Prezydenta wystąpił również Rzecznik Praw Obywatelskich. Niezależnie od tego również sami zainteresowani podjęli stosowne kroki prawne. Jak donoszą media wszystkich dziewięć osób złożyło w Kancelarii Prezydenta wezwania do usunięcia przez Prezydenta naruszenia prawa i był to pierwszy krok w procedurze skargi na bezczynność organu (brak odpowiedzi oznaczać będzie, że skargi będzie można wnosić do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie). Adwokaci zainteresowanych, zakładając, że sprawa w trybie administracyjnym może nie przynieść rozwiązania, przygotowali też skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Złożone zostały cztery skargi, które dotyczą niekonstytucyjności art. 55 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, rozumianego w ten sposób, że dopuszcza on możliwość niepowołania sędziego przez prezydenta pomimo wniosku KRS. Ponadto niepowołani sędziowie planują jeszcze wystąpić z roszczeniem cywilnoprawnym o naruszenie dóbr osobistych, godności i dobrego imienia. Dwie osoby, którym minister sprawiedliwości wypowiedział stosunek pracy, złożyły także pozwy do sądu pracy.

Jak widać jesteśmy zatem świadkami pasjonującej batalii prawnej mającej na celu wyjaśnienie i sprecyzowanie uprawnień Prezydenta RP związanych z powoływaniem sędziów.  W niniejszej sprawie jak w soczewce skupiają się pytania istotne z punktu widzenia zasady podziału i równowagi władz (art. 10 Konstytucji). W szczególności rozważenia wymagają następujące zagadnienia:

1.     Czy Prezydent RP ma prawo ponownego (już po złożeniu wniosku przez KRS) badania akt osobowych kandydatów na sędziów i ich oceny? A jeśli tak to jaka jest podstawa prawna takich działań?

2.     Czy Prezydent jest uprawniony do odmowy powołania sędziego? A jeśli tak to w jakiej formie prawnej ma nastąpić takie rozstrzygnięcie? I czy przysługuje na to rozstrzygnięcie jakikolwiek środek odwoławczy?

3.     W przypadku pozytywnej odpowiedzi na pytanie nr 2: jaki jest status prawny osoby, której powołania Prezydent odmówił? W szczególności chodzi tu o osoby, które miały zostać powołane po raz pierwszy gdyż dotychczas były jedynie asesorami.

W związku z powyższym czekam z zainteresowaniem na dalszy rozwój wydarzeń w tej sprawie. W szczególności jestem ciekaw jakie działania zostaną podjęte przez I Prezesa Sadu Najwyższego i Prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego. Czekam i trzymam kciuki za tych dziewięciu niepowołanych 🙂

Reklamy

Akcyza

czwartek, 27 Grudzień 2007

Omówienie części problemów dotyczących zwrotu akcyzy zapłaconej z tytułu nabycia wewnątrzwspólnotowego samochodów należy zacząć od przypomnienia artykuł 80 ustawy z 23 stycznia 2004 r o podatku akcyzowym. Przepis ten wskazuje, że: 

 1.    Akcyzie podlegają samochody osobowe niezarejestrowane na terytorium kraju, zgodnie z przepisami o ruchu drogowym.

2.    Podatnikami akcyzy od samochodów są:

1)    podmioty dokonujące każdej sprzedaży samochodu osobowego przed pierwszą jego rejestracją na terytorium kraju,

2)    importerzy i podmioty dokonujące nabycia wewnątrzwspólnotowego

3.    Obowiązek podatkowy w akcyzie od samochodów powstaje:

1)    w przypadku sprzedaży – z chwilą wystawienia faktury, nie później jednak niż w terminie 7 dni, licząc od dnia wydania wyrobu;

2)    w przypadku importu – z dniem powstania długu celnego w rozumieniu przepisów prawa celnego;

3)   w przypadku nabycia wewnątrzwspólnotowego – z chwilą nabycia prawa rozporządzania samochodem osobowym jak właściciel, nie później jednak niż z chwilą jego rejestracji na terytorium kraju, zgodnie z przepisami o ruchu drogowym.

4.    Minister właściwy do spraw finansów publicznych może określić, w drodze rozporządzenia, dane dotyczące samochodów osobowych, w tym dopuszczalną ładowność, dla celów poboru akcyzy, uwzględniając rozwiązania stosowane w odrębnych przepisach podatkowych i konieczność zapewnienia prawidłowego poboru akcyzy 

Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 22 kwietnia 2004 r. w sprawie obniżenia stawek podatku akcyzowego w wersji pierwotnej przewidywało, że w przypadku samochodów nowych lub mających mniej niż dwa lata stawka akcyzy wynosiła 13,6% lub 3,1% w zależności od pojemności silnika, natomiast w przypadku samochodów starszych niż dwa lata stawka ta, ustalana zgodnie ze wzorem zamieszczonym w § 7 ust. 2 rozporządzenia, zmieniała się wraz z wiekiem samochodu i mogła dochodzić do 65% podstawy opodatkowania. 

Różnicowanie obowiązku podatkowego w powyższy sposób od początku budziło wątpliwości, m.in. Rzecznika Praw Obywatelskich. W rezultacie osoby, które nabyły pojazdy wewnątrzwspólnotowo zaczęły składać wnioski o zwrot nadpłaty z tytułu niesłusznie (niezgodnie z prawem wspólnotowym) zapłaconego podatku. Organy podatkowe obu instancji (naczelnicy urzędów celnych i dyrektorzy izb celnych) wydawały w tych sprawach decyzje o odmowie stwierdzenia nadpłaty. Decyzje te można było skarżyć do wojewódzkich sądów administracyjnych. Rozpoznając jedną z takich skarg Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie postanowił zadać pytanie prejudycjalne Trybunałowi Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich. W rezultacie rozpoznania tego pytania prawnego Trybunał wydał orzeczenie (wyrok z 18 stycznia 2007r, C-313/05) w którym stwierdził m.in.:  

Zgodnie z dobrze ugruntowanym orzecznictwem art. 90 akapit pierwszy WE zostaje naruszony, gdy podatek nakładany na produkty przywożone zza granicy i podatek nakładany na podobne produkty krajowe są obliczane w różny sposób i zgodnie z innymi zasadami, co prowadzi – choćby tylko w niektórych przypadkach – do wyższego opodatkowania towaru przywiezionego zza granicy (…). Zatem zgodnie z tym postanowieniem podatek akcyzowy nie powinien obciążać produktów pochodzących z innych państw członkowskich bardziej niż obciąża on podobne produkty krajowe. (…) Z orzecznictwa Trybunału wynika w istocie, że dane opodatkowanie można uznać za zgodne z art. 90 WE tylko wtedy, gdy zostanie wykazane, że jest ono tak skonstruowane, iż wyklucza w każdym przypadku opodatkowanie przywożonych produktów w wyższym stopniu niż produktów krajowych, oraz że w związku z tym nie wywołuje ono w żadnym razie dyskryminujących skutków (ww. wyrok w sprawie Haahr Petroleum, pkt 34, oraz wyrok z dnia 23 października 1997 r. w sprawie C‑375/95 Komisja przeciwko Grecji, Rec. str. I‑5981, pkt 29). Z powyższych rozważań wynika, że na pytanie drugie i trzecie należy udzielić odpowiedzi, że art. 90 akapit pierwszy WE należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwia się on podatkowi akcyzowemu w zakresie, w jakim kwota podatku nakładana na pojazdy używane starsze niż dwa lata, nabyte w państwie członkowskim innym niż to, które wprowadziło taki podatek, przewyższa rezydualną kwotę tego podatku zawartą w wartości rynkowej podobnych pojazdów, które zostały zarejestrowane wcześniej w państwie członkowskim, które nałożyło podatek. Do sądu krajowego należy zbadanie, czy uregulowanie sporne w postępowaniu przed sądem krajowym, a w szczególności stosowanie § 7 rozporządzenia, ma takie skutki.  

Po wyroku przez Trybunał WSA w Warszawie podjął zawieszone postępowanie i wydał wyrok, na mocy którego obie wydane w sprawie decyzje podatkowe (pierwszoinstancyjna i drugoinstancyjna) zostały uchylone. Następnie podobne wyroki zaczęły zapadać we wszystkich wojewódzkich sądach administracyjnych. Myliłby się jednak ten, kto pomyślał, że te rozstrzygnięcia WSA zakończyły sprawę zwrotu niesłusznie pobranej akcyzy. To oczywiście byłoby zbyt piękne. Otóż organy podatkowe – zamiast zwracać niesłusznie pobrane kwoty – zaczęły masowo wyznaczać nowe terminy załatwienia sprawy. W uzasadnieniu tych postanowień wskazuje się, iż brak jest obecnie przepisów, które umożliwiałyby organom podatkowym obliczenie wysokości należnej podatnikom nadpłaty. W praktyce zatem organy podatkowe przyjęły taktykę oczekiwania na uchwalenie osobnej ustawy w tym zakresie. Co ciekawe, projekt takiej ustawy został nawet stworzony przez rząd ale ze względu na skrócenie kadencji sejm nie zdążył już zająć się tą sprawą. W nowym Sejmie – jak do tej pory – żadna tego typu inicjatywa nie została zgłoszona. Efekt tego wszystkiego jest taki, że wkrótce minie rok od orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości a polscy podatnicy nadal nie dostali ani złotówki tytułem zwrotu nadpłaty w podatku akcyzowym.  Wnioski z powyższej historii można ograniczyć do następujących:

  1. Po raz kolejny potwierdza się zasada, w myśl której Skarb Państwa szybkość wykazuje jedynie w przypadku ściągania pieniędzy od obywateli. Wszelkie transfery środków finansowych w przeciwnym kierunku – nawet jeśli, tak jak w tym przypadku, zostanie wykazana bezprawność działania państwa – rodzą się w straszliwych bólach.
  2. Oczekiwanie przez organy podatkowe na ustawę, która ureguluje zasady zwrotu nadpłaty nie ma najmniejszego sensu. W uzasadnieniu przywołanego już wyroku WSA w Warszawie wyraźnie wskazano, że „opracowanie szczegółowych zasad ewentualnego zwrotu nadpłaconego podatku akcyzowego należy do kompetencji organów administracji, które powinny uwzględnić ww. zasady interpretacji prawa wspólnotowego. Bowiem zwrotowi będzie podlegać ta część akcyzy, która przewyższa akcyzę zawartą w wartości podobnego samochodu zarejestrowanego wcześniej w Polsce. Sąd (…) zauważa zarazem, że (…) wskazany przez Trybunał sposób liczenia górnej granicy podatku akcyzowego umożliwia znalezienie obiektywnego sposobu ustalania rzeczywistej wartości pojazdów i należnego podatku. Sąd zauważa to, że organy podatkowe są zobowiązane do uwzględniania wykładni prawa udzielonej przez Sąd i przez Trybunał w zakresie naruszenia zakazu dyskryminacji oraz są zobowiązane do wyjaśnienia podjętych przez nie działań w treści uzasadnienia decyzji.” W świetle powyższego naprawdę nie jest dla mnie jasne na co czekają organy podatkowe.
  3. Praktyka organów podatkowych polegająca na wyznaczaniu – w oczekiwaniu na uchwalenie ustawy określającej zasady zwrotu nadpłaty – kolejnych terminów załatwienia sprawy w praktyce pozbawia stronę możliwości działania. Dzieje się tak ponieważ na postanowienie o wyznaczeniu nowego terminu załatwienia sprawy zażalenie nie przysługuje. Ponadto – jeśli organ wyznaczy nowy termin załatwienia sprawy przed upływem poprzednio wyznaczonego terminu –  nie można skutecznie wnieść skargi na bezczynność organu. Teoretycznie zatem wyznaczanie kolejnych terminów załatwienia sprawy może trwać jeszcze np. rok lub dwa. Podatnikowi pozostaje jedynie cierpliwe czekanie. Zdecydowanie nie jest to sytuacja komfortowa 😦

Komisja śledcza

piątek, 21 Grudzień 2007

19 grudnia 2007r Sejm podjął uchwałę o powołaniu komisji śledczej do zbadania okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy. W związku z tym warto przypomnieć uzasadnienie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 22 września 2006r (U 4/2006) w sprawie tzw. bankowej komisji śledczej. W uzasadnieniu tym szczególną uwagę zwracają wysokie wymagania jakie stawia Trybunał osobom zasiadającym w komisjach śledczych: 

Ważne są fachowe oraz etyczne standardy nałożone na członków komisji śledczej. Wynikają one (także implicite) z Konstytucji oraz ustaw. Przesłuchania prowadzone przez posłów na Sejm, a więc przedstawicieli władzy ustawodawczej, powinny być wyrazem najwyższego poszanowania dla obowiązujących norm. Stanowić powinny wzór do naśladowania dla innych organów procesowych. Stąd tak wielkie znaczenie ma merytoryczne przygotowanie członków komisji, znajomość zasad prawa oraz wynikających z tego prawa gwarancji. Uzasadnione jest oczekiwanie przestrzegania najwyższych standardów moralnych związanych z szacunkiem dla osób będących w słabszej pozycji przesłuchiwanych wobec przesłuchujących ich posłów członków komisji, oczekiwanie najwyższej kultury i taktu.” 

Ciekawe efekty daje skonfrontowanie tych wymagań z dotychczasowym przebiegiem prac komisji śledczych: 

Jeśli prace nowej komisji śledczej miałyby wyglądać podobnie, to chyba lepiej od razu dać sobie spokój z jej powoływaniem. Polityczne szopki połączone ze zdobywaniem przez członków komisji popularności za wszelką cenę z pewnością nie przyczynią się do wyjaśnienia zagadnień, o których mowa w art. 2 sejmowej uchwały. Z pewnością dużo będzie zależeć od tego, kto zostanie wybrany do komisji. Zgłoszone do tej pory kandydatury nie nastrajają – niestety – zbyt optymistycznie. Chciałbym, żeby członkowie nowej komisji – znając dotychczasowy sposób działania komisji śledczych – podeszli poważnie do stojących przed nimi zeznań. Ale nie mam zbyt wielkich złudzeń: cała sprawa zapewne rozmyje się w ogniu kolejnych – jakże medialnych – bon motów i utarczek słownych.  

art. 212 k.k.

sobota, 15 Grudzień 2007

Muszę powiedzieć, że Jarosław Kaczyński mnie dziś zaskoczył. Nie muszę chyba dodawać, że nie było to miłe zaskoczenie 🙂 Otóż lider partii, która za cel postawiła sobie zaostrzenie prawa karnego postuluje depenalizację przestępstwa pomówienia (zniesławienia), które obecnie uregulowane jest w art. 212 kodeksu karnego.  Postulat ten trudno mi pozostawić bez pewnego komentarza.

Po pierwsze, w polskiej debacie na temat wolności słowa jak mantrę powtarza się frazes, że art. 212 k.k. nie ma racji bytu gdyż prowadzi do ograniczeń wolności słowa, w szczególności wolności prasy. Jest prawdą, że art. 54 konstytucji zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów. Należy jednak pamiętać, że równocześnie art. 47 konstytucji gwarantuje każdemu prawo do ochrony prawnej czci i dobrego imienia. Innymi słowy: wolność słowa podlega ochronie prawnej ale jednocześnie należy pamiętać, że wolność ta nie ma charakteru absolutnego i również podlega pewnym ograniczeniom.

Po drugie, tocząca się obecnie dyskusja zmierza do wykazania, że sankcje karne za zniesławienie stanowią relikt minionej epoki. Zdaniem zwolenników tej tezy omawiany przepis nie ma racji bytu w demokratycznym państwie prawa. Moim zdaniem pogląd ten jest błędny. Na uzasadnienie swego zdania chciałbym w tym miejscu przytoczyć niedawny tekst prof. Lecha Gardockiego (Prezes Sądu Najwyższego) na temat art. 212 k.k.. W tekście tym zasadnie wskazuje się, iż „polscy dziennikarze, popierani przez niektórych specjalistów w dziedzinie praw człowieka, coraz częściej atakują ten przepis, że proces karny za zniesławienie to relikt, przeżytek, absurd itd. Wystarczyłoby, twierdzą, pozostawić powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych. Może i tak, ale przedstawiajmy ten problem uczciwie. Gdy czytam ich wywody, mam wrażenie, że Polska jest w tej dziedzinie jakimś skansenem, w którym, inaczej niż w innych krajach, zachowuje się, nie wiadomo dlaczego, odpowiedzialność karną za zniesławienie. Można by pomyśleć, że pozostajemy wyjątkiem ustawodawczym. No, może jeszcze na Białorusi istnieje taka możliwość. Tymczasem jest zupełnie inaczej: w wielu krajach, których nie podejrzewamy o niedemokratyczne uregulowania prawne, taki przepis karny istnieje.” Rozwinięcie tej słusznej myśli możemy znaleźć w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 30 października 2006r, w którym uznano, iż art. 212 k.k. jest zgodny z konstytucją (!!!). W uzasadnieniu tego wyroku wskazano że „jak wskazują badania prawnoporównawcze – większość porządków prawnych przewiduje karnoprawną ochronę czci. Wyodrębnienie zniesławienia dokonanego publicznie, w tym również za pomocą środków społecznego przekazu, stanowiącego w stosunku do przestępstwa zniesławienia typ kwalifikowany, a więc zagrożony wyższą sankcją, jest rozwiązaniem często spotykanym. Uzasadnione jest to oczywiście tym, że zniesławienie dokonane w ten sposób jest bardziej dolegliwe dla pokrzywdzonego, a usunięcie jego skutków nieporównanie trudniejsze. Niektóre z państw o ugruntowanej demokracji (np. Niemcy, Szwajcaria, Norwegia) przewidują nadto w szczególnych wypadkach naruszeń czci sankcje znacznie wyższe od przyjętych w polskim prawie.”

Po trzecie, głoszony jest pogląd, zgodnie z którym dla ochrony dobrego imienia wystarczająca jest droga procesu cywilnego. Trudno się z tym poglądem zgodzić. Przede wszystkim wszczęcie procesu cywilnego o ochronę dóbr osobistych wymaga na wstępie uiszczenia opłaty. Ponadto stopień sformalizowania tego postępowania wymaga najczęściej skorzystania z usług prawnika, co dla większości tzw. zwykłych ludzi stanowi istotną barierę w dostępie do sądu. Jest oczywiste, że w przypadku wygrania sprawy pozwany będzie musiał zwrócić powodowi zarówno uiszczoną opłatę jak i koszty pełnomocnika – ale skutki te wystąpią dopiero po prawomocnym zakończeniu postępowania. A jak wiadomo postępowania cywilne mogą ciągnąć się bardzo długo. Ponadto nie wolno zapominać, że egzekucja wyroku cywilnego również może stanowić pewien problem. Poza tym skutki skazania karnego są jednak inne niż skutki prawomocnego wyroku cywilnego. W mojej ocenie nałożenie grzywny i wpisanie skazanego do rejestru karnego działa często skuteczniej niż nałożenie na pozwanego jedynie obowiązku przeproszenia lub zapłaty określonej kwoty.

Po czwarte, w debacie publicznej demonizuje się możliwość orzeczenia kary pozbawienia wolności za przestępstwo zniesławienia. Lektura cytowanego już orzeczenia TK jest pod tym kątem bardzo pouczająca. Otóż czytamy w nim, iż „uzyskane przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy z Ministerstwa Sprawiedliwości dane, które dotyczyły wszystkich osób (nie tylko dziennikarzy) skazanych za zniesławienie, wskazują, że za przestępstwo z art. 212 § 2 k.k. sądy orzekają z reguły najłagodniejszy rodzaj kary, czyli grzywnę. W 2003r  jedynie w dwóch wypadkach sądy wymierzyły kary pozbawienia wolności, jednocześnie jednak warunkowo zawieszając ich wykonanie. Spośród środków karnych sądy sięgnęły tylko po dwa – nawiązkę i podanie wyroku do publicznej wiadomości, w żadnym wypadku nie zastosowały wobec dziennikarza zakazu wykonywania zawodu”.

Po piąte, omawiany postulat PiS stanowi w mojej ocenie posunięcie obliczone na doraźne korzyści tego ugrupowania, tj. poprawienie wizerunku partii w mediach. Warto zauważyć, że rząd Jarosława Kaczyńskiego w poprzedniej kadencji Sejmu zgłosił projekt obszernej nowelizacji kodeksu karnego. Projekt ten wpłynął do Sejmu 22 maja 2007r – dziwnym trafem nie przewidywał on żadnych zmian w art. 212 k.k. Najwyraźniej prezes PiS dopiero niedawno doznał w tym zakresie olśnienia 🙂

Reasumując: jestem za utrzymaniem istniejącego stanu prawnego. W mojej ocenie żadne argumenty nie przemawiają za jego zmianą. W związku z tym moje zdziwienie budzi poparcie PO dla tego pomysłu – wyrażone ustami Julii Pitery. Mam cichą nadzieję, że jest to prywatne zdanie pani poseł, nie zaś oficjalne stanowisko PO.