Prawnik idealny ;-)

Stałem na straży moich praw, żeby nikt mi krzywo nie nawijał. Wiele z tych spraw załatwiał dla mnie Harold Lovett, a on był, kurde, bezwzględny facet. Właściciele klubów wszyscy się go bali. Harold zdołał sporo rzeczy wyprostować, dzięki czemu zrozumiałem, że dobry prawnik, godny zaufania i dyspozycyjny, to prawdziwy skarb. Od tamtej pory zawsze jakiegoś zatrudniałem (Miles Davis: autobiografia, s. 209).”

Reklamy

Komentarze 23 to “Prawnik idealny ;-)”

  1. a cappella Says:

    … bezwzględny, dyspozycyjny, taki, by wszyscy się go bali…

    Muszę to wszystko naprawdę starannie przemyśleć… 😉

  2. babcia Barbie Says:

    Doświadczenia ostatnich lat przekonały mnie ,że po Bogu jest to najważniejsza osoba w naszym życiu .

  3. Torlin Says:

    Ale na mnie nawrzeszczysz. To jest po prostu samonakręcająca się koniunktura. Przy tworzeniu i pisaniu prawa są potrzebni prawnicy, więc tak to komplikują, żeby byli niezbędni później. Ponieważ sędziowie są również prawnikami, to robią wszystko, aby człowiek bez prawnika nigdy nie wygrał. Dzięki temu już zakonotowana jest wiadomość w mózgach obywateli, że bez prawnika w sądzie nie ma szans.
    Podobnie robił Modzelewski z podatkami, sam tworzył przepisy (i furtki nieznane opinii publicznej), tak to pokomplikował, że później musiał wydać książeczkę tłumaczącą i prowadził wykłady ze względu na … skomplikowanie tematu.

  4. komisarzfoma Says:

    Torlinie, gdyby przy tworzeniu i pisaniu prawa istotnie korzystano z prawników (ale tych naprawde dobrych), to późniejsze jego stosowanie byłoby zdecydowanie łatwiejsze. Ile można zarobić na obsłudze emeryta, którego ZUS robi w balona?
    A prawnicy znaleźliby sobie lepsze obszary dla wykazywania swego intelektu i sprawności niż babranie się w źle określonych ramach prawnych. Roboty jest tyle, że i przy najlepszych ustawach tego nie przerobisz.

  5. Quake Says:

    @Basia: jak już dobrze przemyślisz to daj znać 😉

    @ Babcia Barbie: tak, bycie pierwszym po Bogu to kusząca myśl… 🙂

    @Torlin: jest dokładnie tak jak napisał Komisarz – większośc uwag prawników podczas prac legislacyjnych idzie do kosza. A potem wszelkie pretensje sa kierowane i tak do prawników! 😦

    @foma: dzięki 😉

  6. Torlin Says:

    Quake’u i Komisarzu!
    Jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Jedyny punkt wspólny to ten, że oba występują (jak inflacja i wróbel). Już dawno proponuje się, żeby każda ustawa przechodziła przez Biuro Legislacyjne Sejmu, a każda poprawka posła (i te poprawki są najgorsze) miała akcept Biura. Posłowie argumentują, że pełnię władzy ustawodawczej przejmie wtedy klika prawników. Akurat w tej sprawie nie mają racji, ale w ogóle w życiu mają.
    Ja miałem w życiu sprawy drobne w sądach, nie jestem zabójcą, gangsterem, nie zdefraudowałem milionów. Tak jak traktuje się przeciętnego człowieka w sądach bez prawnika, kiedy po drugiej stronie stoi facet w todze – zatrważa.
    I ta niesprawiedliwość w sądach, dotyczy to szczególnie osób młodych, bez doświadczenia. Ja już dawno proponowałem, że sędzią może być tylko osoba po 50. roku życia. Tylko. To jest prawdziwy skandal, co wyprawiają dwudziestokilkuletnie gówniary!!!

  7. Quake Says:

    @ Torlin: być może już czas powiedzieć głośno, że są kategorie spraw, w których przeciętny człowiek bez pomocy prawnika sobie rady nie da. Gdy jestem chory to nie leczę się sam lecz korzystam z usług lekarza. I na tej samej zasadzie z problemami prawnymi powinno się chodzić do prawnika. Ale oczywiście problemy są dwa: koszty usług prawnych i kulejąca od lat pomoc prawna dla osób z niskimi dochodami.

  8. a cappella Says:

    ‚jak już dobrze przemyślisz to daj znać’ – pisze Gospodarz.

    😯 – To Ty masz znajomych spełniających tę charakterystykę?… A może sam taki zimny drań jesteś?… 😯 Dotąd sądziłam, że zrównoważony, szanujący się, rycerski gentleman (typu ‚do mnie sieroty i wdowy’… 😉 ) A tu masz! 🙂

    …eee, to na pewno tylko taka image projection 😛 😀

  9. zeen Says:

    Tak ogólnie to można by się z Tobą zgodzić Quake, ale o ile lekarzom wciąż chodzi o uzdrowienie pacjenta, to prawnikom nie o sprawiedliwość idzie, a o wygraną. Prawo miało kiedyś służyć sprawiedliwości, nie wszyscy to pamiętają.

  10. komisarzfoma Says:

    Prawo miało służyć temu, by król czy inny diuk dostał co mu sie należy, a gro łożących na niego poddanych się nie rozbestwiło i zbuntowało 😉 (wiem że szarżuję, ale co tam…).
    Lekarze przyrzekali, że będą dbać o pacjenta, prawnicy nie… 😛

  11. a cappella Says:

    Tyle, że od tego czasu zawód ten uległ hm… ewolucji… przedefiniowaniu. Z wdrażania woli i kodeksów panującego, stał się profesją zaufania publicznego. I nie widzę przeszkód, by prawnicy nie mieli czegoś-tam przysięgać… jeśli dotąd tego nie czynią…

    Piszę to, by do reszty nie przygnębiać Torlina. Nie dość, że prawniczy ród niewieści jest przeciw niemu, to jeszcze miałaby być historia?!… 😯 😉

  12. Torlin Says:

    My się nie rozumiemy. Ja nie piszę, że prawnicy są nieuczciwi i w związku z tym muszą przysięgać na córę Uranosa i Gai. Ja też Basiu nie napisałem, że nie jest ten zawód profesją zaufania publicznego.
    Ja piszę wyraźnie, że prowadzona jest świadoma polityka środowiska prawniczego, aby w absolutnie żadnym przypadku nie było rozprawy, w której występuje sam zainteresowany, nie było pisma procesowego napisanego przez pozywającego, odwołania samodzielnie sporządzonego. Ja to bym porównał z brokerem ubezpieczeniowym. Bierzesz brokera dopiero wtedy, gdy masz skomplikowaną sprawę ubezpieczeniową, a nie bierzesz wtedy, gdy w normalny sposób ubezpieczasz samochód albo dom. Tymczasem w gównianej sprawie sędzina najpierw mnie poinformowała, że moje pismo nie jest napisane po prawniczemu, że z Internetu też trzeba umieć ściągać, i powiadomiła mnie z uśmiechem, że jeżeli przegram, to nałoży na mnie karę 3.000 złotych itd. Cały czas jest pokazywana jasna sytuacja: przyszedłbyś z prawnikiem, to nie robiłabym z ciebie ****

  13. a cappella Says:

    Torlinie: To ja napisałam o profesji zaufania publicznego – gdyż Komisarz szarżował 😉 z ‚siłowymi’ odniesieniami historycznymi tego zawodu. Przecież wyraźnie była to riposta na jego argumenty 🙂 Że też troszkę z przymrużeniem oka – to inna sprawa.

    Co do pojawiania się z prawnikiem w sądzie – ‚niestety’, cywilizowany świat ma to już od dawna. Jeśli Cię nie przekonują inne argumenty – przyjmij empirię: usprawnia to procedury wymiaru sprawiedliwości. A to, co Tobie wydaje się ‚g***’ sprawą – niekoniecznie jest taką dla tych, którzy będą odpowiadać za doprowadzenie jej do finału.

    W UK niemożliwe jest załatwianie jakiejkolwiek sprawy ubezpieczeniowej osobiście. Nikt z tobą nie będzie gadał. Dostępu do danych nie uzyskasz (nawet swych własnych, medycznych)… nie mówiąc o pojawieniu się w jakimś sądzie.

    Od tej pory zawsze trzeba będzie jakiegoś zatrudniać… 😆

  14. Torlin Says:

    Przechodzimy na tematy ogólne, ale jakże ważne. Ja nawet nie wiem, czy nie najważniejsze. Ja protestuję przeciwko ograniczaniu moich swobód obywatelskich.
    1. Mam prawo występować sądownie przeciwko jakiemukolwiek człowiekowi czy instytucji w procesie cywilnym i do sądu należy ocena, czy zrobiłem to słusznie.
    2. Mam prawo się ubezpieczyć gdzie chcę, w jakim zakresie (z wyjątkiem obowiązkowych) chcę i w jakim towarzystwie chcę.
    3. Dokumentacja medyczna jest moją własnością i szpitalowi, przychodni, czy innym instytucjom nic do tego. Mogą sobie zrobić kopię.
    4. Protestuję przeciwko jednej karcie medycznej, na której zapisane byłyby wszystkie moje wizyty lekarskie, zażywane lekarstwa, wyniki badań i analiz, choroby, przebyte operacje itp. Jest to bomba społeczna z opóźnionym zapłonem i Ty mieszkając w Anglii powinnaś najlepiej o tym wiedzieć.
    5. Protestuję przeciwko poszerzaniu (nawet pośredniemu) władzy państwa nad obywatelem. Ograniczyć zakazy i nakazy, one powinny obowiązywać tylko wtedy, gdy jest to niezbędne dla drugiego człowieka (tak jak OC ze względu na np. kalectwo ofiary wypadku i jego późniejszej renty). Takim pięknym przykładem są pasy w samochodach, to jest moja sprawa, mogą sobie najwyżej wziąć wyższą składkę ubezpieczeniową.

  15. a cappella Says:

    😆
    Torlina jako ‚Korwin-Mikkisty’ jeszcze nie znałam 😀

  16. komisarzfoma Says:

    Tolinie,
    nikt nikomu nie każe mieć prawnika na codzień. Tak samo jak elektryka, kogoś, kto zalegalizuje wodomierze, wyda karę zgonu, orzeczenie o inwalidztwie itp. Ale niektóre czynności powinien wykonać ktos z papierami, i tak bywa też w przypadku czynności sądowych.

  17. zeen Says:

    Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kota 🙂

  18. Quake Says:

    Łał 🙂 Ale się tu dyskusja odbyła pod moją nieobecność – no nie spodziewałem sie 😉

    @Basia: właśnie wróciłem z weekendowego spotkania ze znajomymi, z którymi robiłem aplikację. Wśród znajomych nie stwierdziłem istnienia osób spełniających powyższe wymagania dotyczące idealnego prawnika 🙂 Wręcz przeciwnie, wizerunek bezwzględnego krwiopijcy był raczej przedmiotem dowcipów 😉

    @foma: szarża była nad wyraz udana 😉

    @zeen: i lekarzom i prawnikom winno chodzić o to samo, tj. o dobro klienta. A wygrana leży przecież w interesie klienta, prawda? Chodzi wyłącznie o to, żeby działania pełnomocnika były zawsze zgodne z prawem. A jeśli jeszcze są to działania sprawiedliwe to już w ogóle jest pełnia szczęścia 🙂 Kota nie posiadam ale dzięki za życzenia 😉

    @Torlin: ależ nikt nie próbuje Ci odbierać swobód obywatelskich. Chodzi jedynie o to, że niektóre kategorie spraw sądowych są na tyle skomplikowane i sformalizowane, że przeciętny obywatel nie jest w stanie się w tym gąszczu przepisów odnaleźć. Jeśli będzie chciał działać na własną rękę to po prostu przegra. Oczywiście w idealnym państwie przepisy winny być nieliczne, proste i zrozumiałe – tak aby każdy obywatel mógł wszelkie sprawy samodzielnie załatwiać w sądzie. Sęk w tym, że: a) jest to niemożliwe z technicznego punktu widzenia oraz b) pojawiła by się spora rzesza bezrobotnych prawników 🙂

    Pozdrawiam i zmykam na siłownię – trzeba popracować nad wizerunkiem człowieka, którego wszyscy się boją 🙂

  19. Olgierd Says:

    BTW świetna książka (tłumaczenie troszkę kuleje), mam jej pierwsze wydanie (1992 r.?), a niedawno dostałem w prezencie jakieś najnowsze 😉

  20. Quake Says:

    @Olgierd: potwierdzam, książka świetna ale tłumaczenie – nawet to w nowym wydaniu – kuleje.

  21. Olgierd Says:

    Bo to pewnie to samo, czyli Tłuczkiewicz. Ja już nie pamiętam jak on to cool przetłumaczył, ale pamiętam, że dziwacznie.

    A Davisa uwielbiam, szczególnie to co robił w okresie od 1965 (czyli 2. kwintet, ze Shorterem, Williamsem itd.) oraz nieco późniejszy okres fusion – Bitches Brew, In the Silent Way, Live Evil, On the Corner, Get Up With It…

    No to sobie puszczam, tu i tera 😉

  22. Quake Says:

    Nie, tłumaczenie jest inne! W nowej wersji tłumaczył Filip Łobodziński:

    http://merlin.pl/frontend/browse/product/1,478547.html

    Ale i tak niektóre teksty powalają, np. „kizio” (zdaniem tłumacza synonim słowa „koleś” – wierzę na słowo) albo „wyzłocić batona” (do przetłumaczenia we własnym zakresie 🙂 )

  23. Olgierd Says:

    Ano fakt, mam na półce oba wydania (w sensie najpierwsze i najostatniejsze – nie wiem czy jakieś jeszcze były) i są różne tłumaczenia.
    No to chyba przeczytam to.

    PS przypomniałem sobie, Tłuczkiewicz nafaszerował książkę słowem „groźny” odmienianym przez wszystkie przypadki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: