Sędzia to ma klawe życie…

Baza orzecznictwa sądów administracyjnych jest prawdziwą kopalnią ciekawostek. Można na przykład zobaczyć z jakimi „kwiatkami” muszą się zmagać sędziowie. Przykład pierwszy z brzegu to postanowienie NSA z 24.10.2008r (II FZ 448/08), w którym można przeczytać, co następuje:

„W dniu 13 czerwca 2008 r. skarżący złożył w siedzibie WSA w Warszawie osobiście podpisane pismo procesowe, które uznano za skargę kasacyjną od powyższego postanowienia. W skardze tej kwestionując zapadłe rozstrzygnięcie, skarżący użył słów i zwrotów obraźliwych pod adresem organów państwowych. Kwestionując zapadłe rozstrzygniecie stwierdził, iż „zarzucam tej PRUCY ŻYDOWSKEJ aj waj z kehili jehudi a polskojęzycznej żydówce-syjonistce i typowej RASISTCE NAZISTOWSKIEJ”, wskazując, że osoby pełniące funkcje są: „idiotami, debilami; kretynami; tępakami, tłumokami, prostakami, jełopami”, określając organy państwowe jako: „polskojęzyczni żydowscy NAZIŚCI totalitarni”, „PARCHY NAZISTOWSKO-SYJONISTYCZNE jako to nierozumne bydło żydowskie”. Skarżący ponadto użył słów i wyrażeń: „tylko DEBILNI NAZIŚCI ŻYDOWSCY ABSOLUTNIE NIE KOJARZĄ USTAWY”, „nie kojarzą IDIOCI USTAWY”, „do TŁUMOKÓW ŻYDOWSKICH NIE DOCIERAJĄ TREŚCI PRAWA”, „TOTALITARNI NAZIŚCI ŻYDOWSCY”, „NAZISTOWSKO SYJONISTYCZNYCH DECYZJI”, „PARCHÓW NAZISTOWSKICH”, „NAZIŚCI ŻYDOWSCY”, „ćwoki żydowskie”, „rasowa szowinistka, rasistka i nazistka z kehili jehudi”, „pieniaczym żydowskim postanowieniem”, „WEDŁUG SCHIZOFRENII NAZISTÓW ŻYDOWSKICH PARCHY TĘPE ŻĄDAJĄ”, „BEZMYSLNY KOT SYJONISTA”, „pruca NAZISTOWSKO-SYJONISTYCZNA a polskojęzyczna żydówka”, „POLSKOJĘZYCZNYCH ŻYDÓW SZOWINISTÓW – SYJONISTÓW I NAZISTÓW”, „DEBILE z Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a polskojęzyczni żydzi naziści”, „PARCHY ŻYDOWSKIE”, „NAZIŚCI ŻYDOWSCY”, „KRETYNISTYCZNE DZIAŁANIE POLSKOJĘZYCZNYCH ŻYDOWSKICH SYJONISTÓW – NAZISTÓW”, „DEBILISTYCZNEJ JAŹNI SCHIZOFRENICZNEJ ŻYDÓW POLSKOJĘZYCZNYCH”.

I takiemu “pismu procesowemu” z całą powagą nadawany jest bieg. Najprościej byłoby coś takiego wrzucić do kosza ale oczywiście jest to niedopuszczalne. Swoją drogą ciekawe ile w skali roku marnuje się w sądach czasu i pieniędzy na rozpatrywanie tego typu „mondrości”.

Odpowiedzi: 23 to “Sędzia to ma klawe życie…”

  1. Quake Says:

    p.s. zażalenie na postanowienie o ukaraniu grzywną w wysokości 1.000 zł za naruszenie tym pismem powagi sądu okazało się zasadne i nałożona grzywna została przez NSA uchylona.

  2. foma Says:

    ciekawe co było w tym zażaleniu…?🙄

  3. Pjaj Says:

    A dlaczego NSA uznał, że to pismo nie narusza powagi sądu?

  4. Quake Says:

    @foma: mam wrażenie, że nic ciekawego😉

    @Pjaj: naprawiam błąd i tutaj daję linka do uzasadnienia.

  5. basia Says:

    „bezmyślny kot syjonista” – to mój faworyt! (bo przecież wszyscy wiedzą, jak inteligentne są koty🙄 )😀

    ..klawe, klawe życie, indeed

  6. Tomasz Waszczyński Says:

    Wiesz, w tej sprawie, to przynajmniej było wiadomo, o co skarżącemu chodzi – nie zgadzał się z wydanym rozstrzygnięciem🙂
    A zobacz tu: http://sub-iudice.blogspot.com/2010/07/gra-w-durnia.html
    Takie są fajniejsze ;]

  7. MM Says:

    a przypadkiem nie chodziło tu o A. Kota:)?

    że co? że w piśmie naubliżał, anie na rozprawie i dlatego nie można użyć sankcji zarezerwoanej dla policji sesyjnej?
    wypada mi rozważyć przychylenie się do opinii strony, ze to „KRETYNISTYCZNE DZIAŁANIE POLSKOJĘZYCZNYCH ŻYDOWSKICH SYJONISTÓW – NAZISTÓW

  8. Zodndrak Says:

    W wielu urzędach znajdują się teczki opatrzone tytułem np. „Wariaci”, gdzie różne takie rzeczy trafiają. W sądzie tak się nie da.

    Poniekąd zgadzam się z postanowieniem NSA o uchyleniu grzywny bo rzeczywiście chyba inny jest cel przepisów pozwalających na jej nakładanie. Zresztą, pomijając przypadki skrajne, jak np. ten tutaj, stosowanie takich przepisów do pism procesowych mogłoby prowadzić do sytuacji niepożądanych – np. jakiś sędzia mógłby się poczuć dotknięty zarzutem naruszenia art. 7 kpk sugerującym jakoby nie rozumował on prawidłowo i przywalić grzywnę.

    Oczywiście postanowienie NSA nie oznacza, że autor pisma nie może ponieść żadnych konsekwencji związanych z jego treścią. Nie można jednak wobec niego zastosować najprostszego sposobu dyscyplinowania.

    Pozostaje jedno, niezwykle ważne pytanie: kto to jest „pruca”?

  9. Quake Says:

    @basia: w istocie, niezbadane są meandry ludzkiego umysłu🙂

    @Washko: dzięki za linka do fajnego bloga😎

    @MM: odpowiem cytatem z bloga zalinkowanego przez Tomasza: „Pytanie tylko kto tu jest durniem. Czy ten, kto wykorzystuje durne przepisy, czy ten kto musi się do nich stosować, czy może ten, kto te durne przepisy napisał i wprowadził. ”

    @Zodndrak: znalazłem tutaj definicję słowa „pruca”. Ale głowy nie daję, że jest ona prawidłowa😐

  10. Ryszard Says:

    Bardzo dobrze się stało, że NSA to uchylił, bo po prostu zadziałała procedura…ale w umysłach innych sędziów procedura to głupstwo a obrażanie się na idiotów lub ludzi chorych umysłowo to zasada, dla której zawsze znajdzie się odpowiednio odkodowane znaczenie przepisu
    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/96BF2672F7
    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/DB97215F12
    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/8D272DB00C
    http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/142768F82F

  11. Tomasz Waszczyński Says:

    Quake – ależ proszę bardzo🙂 Dołujące jest to, że poruszane w blogu kwestie poznałem w czasie aplikacji sądowej i skutecznie zniechęciły mnie one do tego zawodu. A biedni sędziowie muszą się własnoręcznie zmagać z absurdami biurokracji, w zamian za co tylko psy na nich wieszają, że wolno sądzą i za dużo kasy chcą.

  12. Ulka Says:

    wiem coś o tym;tego typu pism w prokuraturach jest jeszcze więcej;marzę o zasadzie oportunizmu gdy czytam kolejny bełkot pana ze schizofrenią paranoidalną a podjąć działania choćby najprostsze trzeba i decyzję merytoryczną wydać i tylko drzew szkoda;(

  13. Torlin Says:

    Tomaszu!
    Zlituj się, ja na nich psów nie wieszam. Ale przestań bronić naszych organów sprawiedliwości. Ja mam drobne sprawy w sądach i tak:
    – w sprawie spadku (1 domek) sprawa trwa 7 lat, co pół roku jest posiedzenie, w międzyczasie kilka osób zmarło,
    – w sprawie oszustwa, policja i prokuratura w miarę sprawnie to zrobiła, sąd po otrzymaniu dokumentów czekał 7 lat z pierwszym posiedzeniem, w tym roku były dwa (co pół roku). A patrząc na listę świadków proces będzie trwał 20 lat,
    – zostałem oskarżony przez policję i mimo, że się nic nie zgadzało z opisem świadków zostałem skazany na grzywnę.
    Jak nie będzie tak jak w Austrii z Fritzlem, że po wniesieniu dokumentów w dwa miesiące zapada wyrok, i to sprawiedliwy, to każdy będzie wieszał na nich psy (to znaczy wniesie skargę do Brukseli). Czy Ty byłeś kiedykolwiek w sądzie w miesiącach letnich?

  14. Falkenstein Says:

    Odnoszę wrażenie, iż autora owego zażalenia mam aktualnie „na tapecie”. Taki jeden do mnie też pisze o żydowskich nazistach, prucach żydowskich, Golemach z Piguri, kehili yehudi, i Krajowej Radzie Syjonistycznej, dla niepoznaki zwanej „Sądownictwa”. Niestety Sąd najwyższy w swej nieskończonej mądrości orzekł pewnego razu, że nie ma podstaw do karania za obrazę sądu poczynioną w piśmie, choćby podlegało ono doręczeniu drugiej stronie. I tak doręczam pozwanym od paru miesięcy kolejne pisma, w których Pan Walczący Z Żydowskim Spiskiem Powód nazywa mnie „niedouczonym praktykantem”, „żydowskim pachołkiem” i „bandytą w todze”. A pozwanych nazywa złodziejami, kryminalistami, syjonistycznymi sługusami, i pejsatymi parchami. A pozwani tak określające ich pismo otrzymują w kopercie z pieczęcią sądu. I gdzie tu powaga?

    I jeszcze z innej beczki, dwa słowa do pana Torlina.
    Proces Fritzla nie trwał dwa miesiące. On trwał dwa lata. Przez ten czas przeprowadzono wszystkie dowody i przesłuchano świadków z udziałem sędziego. Wina Fritzla była bezsporna, przyznał się też przed sędzią. Gdyby w Polsce sędzia dostał tak przygotowaną sprawę też wydałby wyrok w dwa miesiące.

    A co do domku. Na pewno podaliście we wniosku wszystkie konieczne dane? Imiona, nazwiska, adresy uczestników? Czy może złożyliście do sądu wniosek, żeby sąd załatwił sprawę spadku?

  15. Pjaj Says:

    @ Falkenstein

    Czy możesz napisać, skąd masz informacje, że proces Fritzla trwał dwa lata? Nie twierdzę, że to informacja nieścisła. Po prostu wszędzie w prasie pojawiał się krótszy termin, więc pewnie na tym opierał się Torlin.

    A co do sprawy spadkowej, nawet jeśli inicjatywa postępowania została pozostawiona w całości sądowi, 7 lat i tak jest sporym osiągnięciem.

  16. Falkenstein Says:

    Mierzi mnie jak czytam arbitralne wypowiedzi, że procesy w Polsce trwają długo, bo sędziom nie chce się pracować. Chciałbym, żeby któregoś dnia tacy „znawcy” posmakowali sami jaka to przyjemność, gdy bierze się urlop dla nadgonienia zaległości z pisaniem uzasadnień. Właśnie kończy się mój trzytygodniowy urlop. Mam nadzieję, że z ostatniego tygodnia zdołam wykroić parę dni i pojadę sobie gdzieś nad jeziorko, bo dotąd tylko siedziałem i pisałem uzasadnienia.
    Co do procesu Fritzla to może nieprecyzyjnie się wyraziłem. Faktycznie „proces” trwał tylko cztery dni. Tyle tylko, że większość dowodów, w tym przesłuchania pokrzywdzonych przeprowadzono wcześniej i to z udziałem sędziego, przez co nie musiano tych czynności powtarzać w toku samej rozprawy. I to wszystko trwało faktycznie nie dwa lata, ale rok. Zresztą Fritzl się przyznał, jego wina nie budziła wątpliwości i chodziło tylko o kwestię kary. Gdyby polski sędzia dostał tak przygotowaną sprawę też wydałby wyrok w ciągu kilku miesięcy. Zwłaszcza gdyby zdjęto z niego obowiązek „wszechstronnego wyjaśniania okoliczności sprawy” i mógł uznać, że skoro za jeden czyn oskarżonemu należy się dożywocie, to nie ma potrzeby szczegółowego badania, czy faktycznie dopuścił się on innego, za który mógłby dostać dalsze trzy lata.

    Co do sprawy spadkowej… zależy jaka to sprawa. Sam prowadzę taki proces od pięciu lat. Domek „zapisano” w testamencie wraz z paroma innymi rzeczami. Sęk w tym, że spadkodawczyni miała siedmioro rodzeństwa, z których żadne już nie żyje. Rok zajęło mi ustalenie nazwisk wszystkich, bo niestety wnioskodawcy odpisywali, że oni nie mają możliwości ustalenia rodzeństwa spadkodawczyni, a tak w ogóle to nie rozumieją dlaczego sąd coś od nich chce, bo przecież jest testament, i to chyba coś znaczy. Potem okazało się, że ostatni z braci zmarł, po doręczeniu mu odpisu wniosku. Zawiesiłem. Zażalili się. Zanim sprawa do mnie wróciła minęło dwa lata, bo żalili każdy kwitek, który do nich przychodził. A potem umarł jeden z wnioskodawców. Zawiesiłem. Rok trwało zanim wskazali następców, bo trzeba było robić ogłoszenia. Teraz sprawa poszła do biegłego, bo jeden z odnalezionych siostrzeńców zakwestionował własnoręczność testamentu. Na opinię trzeba czekać co najmniej pół roku. I tak dalej. Jeżeli proces trwa latami, to w większości przypadków jest to wina samych stron.

  17. Pjaj Says:

    @ Falkenstein

    Nikt tu nie czyni zarzutu sędziom, że powodu ich lenistwa procesy trwają zbyt długo. Zarzuty Torlina odnosiły się do organów wymiaru sprawiedliwości, a nie sędziów jako takich. Co do tego natomiast, że praca sądów jest źle zorganizowana sporu chyba nie ma. Można się spierać tylko, kto za to ponosi odpowiedzialność.

    Nie mogę się przy tym zgodzić ze stwierdzeniem, że jeśli proces trwa wiele lat to zwykle jest to wina samych stron. Oczywiście że takie przypadki się zdarzają, ale sam spotkałem wiele przypadków, gdy wina leżała ewidentnie po stronie sądu. Nie twierdzę, że akurat po stronie sędziego, który mógł być obciążony nadmiernie pracą, choć wyznaczanie rozprawy raz na rok chyba jednak jest sporą przesadą, podobnie jak umarzanie postępowania po 15 miesiącach od cofnięcia pozwu. W moim przypadku rekordowa opieszałość to pierwsza rozprawa w postępowaniu nakazowym po 8 latach od wniesienia pozwu. Pozew z 2000 r. zarzuty z 2001, wniosek o zwolnienie od kosztów w 2002, zażalenie w 2003, a później widocznie ktoś zapomniał o sprawie, bo sąd wyznaczył rozprawę w 2008 r. Tak późno, że pełnomocnik powoda też już o sprawie zapomniał i w międzyczasie zmienił adres i nie powiadomił sądu, więc nawet nie wiedział o rozprawie. Jak pełnomocnik pozwanego nie protestowałem, ale sytuacja mocno odbiega od „rozsądnego terminu”.

    Dlatego uważam, że powinniśmy unikać generalizowania, gdyż zarówno strony, sądy jak i sami sędziowie często nie są bez winy.

  18. Boguś W. Says:

    Tacy ludzie dostają też pełnomocników z urzędu i to jest dopiero fascynujące zjawisko🙂

    Czy ktoś kojarzy polski odpowiednik pozwu przeciwko szatanowi i jego świcie (http://en.wikisource.org/wiki/United_States_ex_rel._Gerald_Mayo_v._Satan_and_His_Staff)?

  19. Quake Says:

    Zostawi człowiek bloga na weekend i proszę jaka dyskusja🙂

    Ze swojej strony chciałbym ograniczyć się do zwrócenia uwagi na jedną rzecz. Nie można sprawności postępowania sądownictwa oceniać wyłącznie przez pryzmat Warszawy. Mam wrażenie, że pomiędzy stolicą a resztą kraju jest „w tym temacie” przepaść. W mniejszych ośrodkach jest zdecydowanie lepiej. Poza tym ludzie mają tendencję do winienia sądów (i sędziów) za rzeczy, które często są od nich niezależne, np. nieprawidłowości przy doręczeniach korespondencji, długie terminy wydawania opinii przez biegłych czy wreszcie działania drugiej strony procesu (lub innego uczestnika nieprocesu). W każdym razie uważam, że w w polskich sądach jest dużo lepiej niż się powszechnie (obiegowo) uważa. Co nie znaczy, że nie dochodzi tam do żadnych nieprawidłowości. Nie ma instytucji doskonałych.

    @Boguś W.: zapewniam, że dla pełnomocnika z urzędu to wcale nie jest fascynujące. Najczęściej jest to zwykły koszmar😐

  20. Torlin Says:

    Zgadzam się Pjaj, ja nie oskarżam bezpośrednio sędziów (chociaż orłami pracowitości to oni nie są), ale cały system, jest on niereformowalny. I albo wprowadzimy jakiś system zachodni, albo coś sami spróbujemy zmienić.
    Jesteśmy we czwórkę oszukani przez człowieka na duże (jak na nas) pieniądze, wśród oszukanych są banki, pracownicy, prywatne przedsiębiorstwa budowlane, dostawcy. W sumie 45 sztuk. Prokurator po krótkim, bo dwuletnim śledztwie wysłał akt oskarżenia do sądu w 2003 roku. W tym roku są dwa posiedzenia. Na jednym w kwietniu dwójka z nas odpowiadała na pytania. Posiedzenie zaczęło się z godzinnym poślizgiem, a sama procedura… Jakbyśmy nie żyli w XXI wieku, to ciągłe powtarzanie każdego zdania do protokołu, powtarzanie w nieskończoność tych samych formułek. Przecież to chyba można nagrywać. Na wrzesień proszona jest następna dwójka. Ciekawe, kiedy sąd skończy. Jeszcze tylko 43 sztuki, po 2 na rok to są tylko 22 lata. Może moje wnuki…
    —–
    Autentyk.
    Moja wizyta w sądzie. Po długim szukaniu dokumentów znaleziono je w pokoju jednego z sędziów (nazwijmy go X) i powiedziano mi o tym.
    Moja wizyta u komornika. – A gdzie są dokumenty? W pokoju sędziego X na górnej półce.
    Telefon z sądu do komornika: – Niestety, nie możemy znaleźć tych dokumentów. – Są u sędziego X na górnej półce. -Naprawdę?

  21. MM Says:

    @ Torlin
    ojej, takich historyjek, jak ta o komorniku, czy „spadkowa”, możnaby opowiadać mnóstwo. znam, znam:):) pewnie się zdarzają, choć „u mnie” nie spotkałem się z tak straszliwymi przykładami.
    znam za to historię, kiedy złe spojrzenie „sędzi w wieku klimakteryjnym” pogrążyło sprawę. albo uzasadnała sprawę przez dwa i pół miesiaca (z czego – bezczelna – dwa była na urlopie. taki jakiś wymiar urlopu miałą. I tak nie wykorzystałą, bo pozostae 120 dni miała z lat „wcześniejszych”: łamała kodeks pracy( ?) i nie dała się wysłąć na urlop). albo Sąd nie przesyłał odpisu wyroku pełnomoicnikowi przez pół roku (bidaczek zapomniał złożyć pełnomocnictwo, nie podał aktualnego adresu tyż). albo doreczył sąd coś i potem odrzucił coś, mimo, skarzacy był na urlopie. nie należy się mu?
    natomiast prawdą jest też to, ze gdyby stronom postępowań zależało na ich ukończeniu, postępowania przebiegałyby nieco szybciej. Naprawdę już w pierwszym wezwaniu wyjaśnia się w wielu sprawach, co „czeba” zrobić, by sprawnie zakonczyć postepowanie.
    patrząc natomoist na pracę pełnomocników (bez znaczenia, w tej chwili już, z której stajni) w sprawach aministracyjnych tylko – z którymi mam pewien „kontakt” -i oceniając pracę pełnomicników mam ogromną pokusę zainicjować – w jakiś sposób – postępowanie dyscyplinarne względem 95 % z nich.
    Nie potrafię zrozumieć, jak można wmawiać mocodawcom, ze ich sprawa jest „wygrana” (co wychodzi często podczas rozpraw), przy utrwalonym orzezcnictwie sądowym (szeroko), spodobie pracy sądów adm i braku nowych argumentów. na co liczą? cud? wynagrodzenie – w myśl zasady „czy się stoi, czy się…”?
    no i co to za „taktyka procesowa” w sprawach administracyjnych – bo i takie odpowiedzi słyszałem na pytanie „panie mecenasie, czemu….?”
    polski system prawa nie jest doskonały, ale od profesjonalistów można oczekiwać czegoś więcej, niż powszechnie prezetnowanej umiejętności czytania. niestety bez zrozumienia zwykle🙂
    może w sądach powszechnych sprawa wyglada trochę inaczej; w administracyjnych – takie „kwiatki” są widoczne dość jaskrawo

    ach te „wygrane” sprawy w przedmiocie odmowy stwierdzenia nieważności decyzji o umorzenie zaległości podatkowych, czy pozwoleń na budowę przy braku dokumentacji – żeby przypomnieć historię pewnego wiezowca w Warszawie, za budowę którego ktoś – zapewne – dużo zapłacił. dużo – – oczywiście ze względu na poziom zaawansowania prac budowlanych🙂
    nie zebym posądzał włdze miasta, co jest oczywiste dla osób, które „siedzą” w sprawie….

  22. Boguś W. Says:

    @Quake

    Koszmary mogą być fascynujące i dokładnie to miałem na myśli… Nie wiem jak to wygląda ogólnie, ale na stosunkowo małej próbie szacuję, że ca jedna na pięć urzędówek cywilnych ma jakikolwiek sens (roszczenie jest choć trochę realne, powód nie jest pieniaczem itp.).

  23. Pjaj Says:

    @ MM

    Jedno nie wyklucza drugiego – osobiście mam jak najgorsze zdanie o sporej części profesjonalnych pełnomocników🙂

    Wciąż jednak bronił będę tezy, że usprawnienie pracy sądów miałoby dużo większy wpływ na przyspieszenie postępowań niż działanie stron. Po obu „stronach barykady” zdarzają się przypadki niekompetencji i moglibyśmy się przerzucać przykładami dowolną ilość czasu. Ale czasami nie sposób pogodzić się z wadami systemu, które można by usunąć w drodze odpowiedniej praktyki sądów.

    Przykładowo – w 90 % prowadzonych przeze mnie spraw pierwsza rozprawa nie ma żadnego sensu. Sąd zawiadamia o terminie rozprawy, nikogo na nią nie wzywa, pyta pełnomocników czy podtrzymują dotychczasowe stanowisko po czy rozprawę odracza, a dopiero na kolejny termin wzywa świadków. Tymczasem wezwanie tych świadków już na pierwszą rozprawę skróciłoby postępowanie o kilka miesięcy.

    Dlaczego w sprawach cywilnych sądy nie korzystają z art. 207 par. 3 kpc przez co zmuszone są dopuszczać nowe wnioski dowodowe złożone po dwóch latach od wszczęcia postępowania? Oczywiście zdarzają się wyjątki, że sąd na ten artykuł się powoła, ale dlaczego nie może to być niepisaną regułą? Przed pierwszą rozprawą wezwać strony, które mają pełnomocników do złożenia wszystkich twierdzeń i dowodów, na pierwszą rozprawę sprowadzić wszystkie dowody i skończyć sprawę. Oczywiście czasem świadkowie nie przyjdą, ale wiele spraw pozwoli to zakończyć na pierwszym posiedzeniu.

    Inna sprawa to tolerowanie przez sądy niestawiennictwa świadków i krzywoprzysięstwa. Regułą jest, że jak świadek stawi się po pierwszej nieusprawiedliwionej nieobecności, jego grzywna jest uchylana? Z oczywistych względów nie wpływa to pozytywnie na obowiązkowość świadków, którzy wiedzą, że pierwsza nieobecność nie zrodzi dotkliwych konsekwencji. W ciągu 10 lat pracy w zawodzie nie spotkałem też ani jednego przypadku, by sąd zawiadomił prokuraturę o składaniu fałszywych zeznań przez świadka. A przecież w wielu uzasadnieniach sądy wskazują, iż określone zeznania uznały za niewiarygodne. Nawet nie wspominam o tym, że takie zawiadomienie to prawny obowiązek sądu, ale takie postępowanie prowadzi w konsekwencji do plagi, jaką jest składanie fałszywych zeznań przez świadków, którzy niespecjalnie boją się konsekwencji swojego postępowania.

    Co do walki z nieuctwem pełnomocników, naprawdę nie miałbym nic przeciwko, gdyby sądy zawiadamiały o takich przypadkach samorządy. Klient bowiem z reguły nie jest w stanie ocenić popisów swojego pełnomocnika, a sąd mógłby swoim działaniem doprowadzić do piętnowania czarnych owiec. Wbrew obiegowym opiniom, jeśli sprawa trafia do rzecznika dyscyplinarnego, nie ma taryfy ulgowej (akurat jestem dość blisko tego tematu) i wielu pełnomocników jest karanych dyscyplinarnie. Problem polega na tym, że spory procent skarg do rzecznika to sprawy pieniaczy, a zasadnych skarg od sądów jak na lekarstwo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: