Archive for the ‘przewóz drogowy’ Category

Odpowiedzialność przewoźnika

sobota, 29 Marzec 2008

 .

W poniedziałek Trybunał Konstytucyjny rozpozna skargę konstytucyjną, w której spółka stawia zarzut niekonstytucyjności art. 92 ustawy o transporcie drogowym. W myśl tego przepisu „kto wykonuje przewóz drogowy lub inne czynności związane z tym przewozem, naruszając obowiązki lub warunki wynikające z przepisów (…) podlega karze pieniężnej”. Z krótkiego opisu sprawy zawartego na stronie internetowej TK można wnioskować, że uzasadnienie skargi opiera się na dwóch zarzutach:

  1. spółka twierdzi, że zgodnie z przepisami ustawy o transporcie drogowym, kara pieniężna za nie okazanie wymaganych przez prawo dokumentów może być nałożona jedynie na kontrolowanego, tj. załogę pojazdu – nie zaś na samą spółkę. W ocenie spółki zatem art. 92 ustawy o transporcie drogowym narusza art. 42 Konstytucji gdyż prowadzi do zanegowania zasady, zgodnie z którą odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia,
  2.  spółka wskazuje, że przewoźnik drogowy nie ma żadnych prawnych ani faktycznych możliwości uniknięcia odpowiedzialności administracyjno-karnej w sytuacji, gdy kierujący pojazdem stanowiącym własność przewoźnika, nie okaże dokumentów w które został przez niego wyposażony. Jest to sprzeczne z konstytucyjną zasadą demokratycznego państwa prawnego, w szczególności ochroną praw osób prawnych.

Wydaje się, że argumenty z pkt. 1 nie mają większych szans na powodzenie. Dzieje się ponieważ zgodnie z ustawą o transporcie drogowym przewoźnikiem jest przedsiębiorca uprawniony do wykonywania działalności gospodarczej w zakresie transportu drogowego (art. 4 pkt. 15) zaś samo prowadzenie tej działalności wymaga uzyskania przez przedsiębiorcę stosownej licencji (art. 5). Przepisy przesądzają zatem, iż transport drogowy jest wykonywany przez przedsiębiorcę (np. spółkę), który może zatrudniać – na podstawie różnego rodzaju umów – osoby, którymi będzie się posługiwał przy prowadzeniu działalności. Taki tez sposób rozumowania prezentuje orzecznictwo. Przykładowo w wyroku z 19 kwietnia 2007r NSA stwierdził, że użycie w art. 92 ustawy o transporcie drogowym zaimka „kto” nie oznacza, że ponoszącym odpowiedzialność za naruszenie obowiązujących przepisów może być kierowca wykonujący faktycznie czynność przewozu. Zatem art. 92 wprowadza odpowiedzialność podmiotu wykonującego przewóz drogowy w rozumieniu ustawy, a nie osoby wykonującej czynności techniczne w postaci kierowania pojazdem samochodowym.

Dużo ciekawiej wygląda natomiast sprawa zarzutów o których mowa w pkt. 2, tj. dotyczących zakresu odpowiedzialności przewoźnika. Spółka całkiem zasadnie wskazuje, że przewoźnik może obecnie ponosić odpowiedzialność za każde naruszenie przepisów, nawet jeśli to naruszenie jest wynikiem ewidentnych zaniedbań samego pracownika, którym pracodawca nie mógł zapobiec. Ujmując rzecz skrajnie można stwierdzić, że przewoźnik będzie ponosił odpowiedzialność nawet wówczas gdy pracownik umyślnie nie okaże podczas kontroli stosownych dokumentów – mimo, że został w nie wyposażony. Jednocześnie warto przypomnieć, że Trybunał Konstytucyjny miał już możliwość wypowiedzenia się na temat sankcji administracyjnych. Z dotychczasowych orzeczeń wynika, że:

a) „w odniesieniu do kary administracyjnej dla jej wymierzenia musi (…) wystąpić subiektywny element zawinienia. Podmiot, który nie dopełnia obowiązku administracyjnego, musi więc mieć możliwość obrony i wykazywania, że niedopełnienie obowiązku jest następstwem okoliczności, za które nie ponosi odpowiedzialności” (orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 01 marca 1994r, U. 7/93),

b) „obiektywna koncepcja odpowiedzialności cywilnej (także administracyjnej), przypominająca anglosaską koncepcję strict liability, nie jest odpowiedzialnością absolutną, tzn., że naruszający przepisy może zwolnić się od odpowiedzialności, jeżeli wykaże, że uczynił wszystko, czego można było od niego rozsądnie wymagać, aby do naruszenia przepisów nie dopuścić” (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 04 lipca 2002r, P. 12/2001). 

Wydaje się więc, że istnieje szansa, że drugi z zarzutów skargi konstytucyjnej może „chwycić”. Ale zbytnio bym na to nie liczył. Aż się bowiem prosi aby w uzasadnieniu orzeczenia stwierdzającego zgodność zaskarżonego przepisu z konstytucją odwołać się do orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich 10 lipca 1990r (C-326/88, uzasadnienie tutaj). W orzeczeniu tym wskazano zaś, że dopuszczalne jest karanie przedsiębiorcy za naruszenia popełnione przez jego pracownika (kierowcę) – nawet jeśli pracodawcy nie można w tym przypadku przypisać winy, tj. umyślnego działania (intentional wrongful act) bądź niedbalstwa (negligence).

Reklamy

Chcieliśmy jak najlepiej…

Niedziela, 2 Marzec 2008

Dziś krótka historia art. 92a ustawy o transporcie drogowym. Przepis ten został wprowadzony na mocy ustawy z 29 lipca 2005r o zmianie ustawy o transporcie drogowym oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2005r, Nr 180, poz. 1497). Dosłowne brzmienie interesującego nas fragmentu przepisu jest następujące:  

1. W przypadku gdy podczas kontroli drogowej zostaną stwierdzone naruszenia:

1)     obowiązku posiadania w pojeździe wymaganych dokumentów, o których mowa w art. 87,

2)     zasad dotyczących maksymalnego dziennego czasu prowadzenia pojazdu, dziennego czasu odpoczynku lub przekraczania maksymalnego czasu prowadzenia pojazdu bez przerwy, określonych w rozporządzeniu (WE) nr 561/2006 oraz w Umowie europejskiej dotyczącej pracy załóg pojazdów wykonujących międzynarodowe przewozy drogowe (AETR), sporządzonej w Genewie dnia 1 lipca 1970 r. (Dz. U. z 1999 r. Nr 94, poz. 1086 i 1087);

3)     zasad dotyczących użytkowania analogowych urządzeń rejestrujących samoczynnie prędkość jazdy, czas jazdy i czas postoju, obowiązkowe przerwy i czas odpoczynku, określonych w rozporządzeniu Rady (EWG) nr 3821/85 z dnia 20 grudnia 1985 r. w sprawie urządzeń rejestrujących stosowanych w transporcie drogowym (Dz. Urz. WE L 370 z 31.12.1985)

– kierowca pojazdu samochodowego realizujący przewóz drogowy podlega karze grzywny.

2. Orzekanie w sprawach, o których mowa w ust. 1, następuje w trybie określonym w Kodeksie postępowania w sprawach o wykroczenia.

3. Wszczęcie postępowania wobec kierowcy nie wyklucza wszczęcia postępowania administracyjnego także wobec przedsiębiorcy lub podmiotu, o którym mowa w art. 3 ust. 2 pkt 3, realizującego przewóz drogowy.  

Dokonując wykładni tego przepisu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził m.in.: „Odpowiedzialność (…) kierowców uregulowana w art. 92a ustawy ograniczona jest jedynie do enumeratywnie wyliczonych przypadków naruszeń określonych tym przepisem, po których stwierdzeniu kierowca pojazdu samochodowego realizujący przewóz drogowy podlega karze grzywny. (…) Ukaranie pracownika dopuszczającego się naruszeń określonych w przepisie art. 92a ust. 1, bądź też zakończenie takiego postępowania w jakikolwiek inny sposób, nie prowadzi do sytuacji, w której przedsiębiorca zostaje zwolniony z odpowiedzialności za jego [tj. pracownika – Quake] działanie” (Wyrok WSA w Warszawie z 2 kwietnia 2007 r, VI SA/Wa 1966/2006).  

Pogląd WSA sam w sobie nie jest specjalnie kontrowersyjny, można wręcz powiedzieć, że znajduje on uzasadnienie w treści cytowanego przepisu. Ciekawostką jest coś innego. Otóż analiza przebiegu procesu legislacyjnego pokazuje, że celem ustawodawcy było wprowadzenie zasady, w myśl której zastosowanie art. 92a ustawy o transporcie drogowym (tj. ukaranie kierowcy) zwalnia przedsiębiorcę z odpowiedzialności. Innymi słowy można powiedzieć, że ustawodawca chciał wprowadzić regulację, zgodnie z którą ukaranie kierowcy zwalania z odpowiedzialności podmiot trudniący się przewozami drogowymi (np. spółkę zatrudniającą kierowcę). Pogląd ten wynika wprost ze stenogramu posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury z dnia 15 czerwca 2005r. Analiza tego stenogramu pokazuje dwie rzeczy. Po pierwsze, faktycznymi autorami przepisu byli pracownicy Inspekcji Transportu Drogowego. Po drugie, sens proponowanego przepisu był dość obszernie wyjaśniany przez pracowników Inspekcji, którzy starali się rozwiązać wątpliwości uczestników procesu legislacyjnego (posłów i przedstawicieli przewoźników). Warto zacytować te wypowiedzi. Odnosząc się do sprawy możliwości równoczesnego prowadzenia postępowania przeciwko kierowcy i przeciwko zatrudniającemu go przedsiębiorcy Główny Inspektor Transportu Drogowego stwierdził wprost: „nie może być nałożona podwójna kara.” Stanowisko to zostało następnie potwierdzone przez Dyrektora Departamentu Prawnego w Inspekcji Transportu Drogowego. Wypowiadając się w tej sprawie stwierdził on co następuje: „propozycja znajdująca się w przedłożeniu zawiera wskazanie konkretnych przypadków i norm, za które mają odpowiadać kierowcy. Zawiera także wskazanie, że samo wszczęcie postępowania nie wyklucza wszczęcia postępowania również wobec przedsiębiorcy. Przepis mówi wprost, że nałożenie kary na kierowcę nie wyklucza wszczęcia postępowania administracyjnego wobec przedsiębiorcy realizującego przewóz drogowy. (…) ten przepis właściwie niczego nie zmienia. Pozwala tylko na wszczęcie postępowania administracyjnego wobec kierowcy i przedsiębiorcy. Natomiast ostateczna kara jednostkowa (…) będzie jedna”. 

Powyższe cytaty wskazują jednoznacznie, że celem prac legislacyjnych było wprowadzenie przepisu, który doprowadzi do sytuacji w której będzie nakładana tylko jedna kara: albo na kierowcę albo na przedsiębiorcę. Problem polega na tym, że te dobre intencje nie zostały prawidłowo wyartykułowane w treści przepisu. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której cel wprowadzenia przepisu i jego brzmienie stoją w sprzeczności. I trudno mieć pretensje do sądu, że stosuje przepis w jego dosłownym brzmieniu. Trudno wymagać aby sąd postąpił inaczej – brzmienie przepisu nie pozostawia mu bowiem żadnego pola manewru. Ale ten przypadek pokazuje po raz kolejny w jaki sposób te przepisy są stanowione. Doszło do błędu przy formułowaniu przepisu – to się może zdarzyć. Ale ten błąd został zaakceptowany przez Komisję Infrastruktury, później cały Sejm a następnie Senat. I po drodze nikt nie zauważył błędu. Na usta po raz kolejny ciśnie się hasło: chcieliśmy jak najlepiej, wyszło tak jak zawsze. Niestety pasuje ono jak ulał do niektórych dokonań legislacyjnych naszych parlamentarzystów.